Teoria binarności

Teoria binarności

Uporczywie powracająca koncepcja dotycząca życia, oświecenia oraz prawdziwej
natury wszechrzeczy, czyli trochę informacji powstałych z niczego...

2002: Wszechświat

Geneza mojej teorii zamanifestowała się w okresie dojrzewania i od tamtego czasu krystalizuje się jej przesłanie. Nigdy nie miałem w planach stworzenia żadnego światopoglądu. W moim umyśle pojawiło się jednak dużo treści. Jeżeli istnieje cień szansy, że wiedza ta nie została przeze mnie wymyślona, lecz odkryta, to moją powinnością jest zapisanie jej dla potencjalnego odbiorcy. Niestety jej esencja wykracza poza ramy ludzkiego sposobu myślenia, dlatego niewyrażalne pojęcia musiały zostać ograniczone zgodnie z możliwościami języka. Dodatkowe utrudnienie stanowi fakt, że pisana jest z punktu widzenia różnych stanów umysłu, toteż odkryte założenia mogą miejscami wydawać się niespójne. Nazwa teorii binarności związana jest z okolicznościami jej powstania i nie ma żadnego znaczenia w kontekście systemu binarnego lub elektronicznej maszyny cyfrowej. Bardziej odnosi się do stanowiska dualizmu w filozofii. Przez większość życia prześladowała mnie tylko jedna myśl. Czy absolutna nicość mogłaby być alternatywą dla wszystkiego? Nigdzie nie mogłem znaleźć zadowalającej odpowiedzi, aż w końcu zacząłem szukać jej w sobie. Odkąd pamiętam, byłem nieprzychylnie nastawiony do spirytystycznych koncepcji i religijnych przesądów, a zwłaszcza do największego na świecie wyznania. Odrzucałem istnienie doświadczeń mistycznych oraz innych nadnaturalnych zjawisk, więc tym bardziej zaskoczyły mnie wnioski, do których doszedłem. Wszystko powstało pod wpływem rozważań na temat hipotetycznej inteligentnej istoty stworzonej przez człowieka w wirtualnym (cyfrowym) wymiarze. Istota ta nie zdawałaby sobie sprawy z istnienia świata realnego, który byłby dla niej niepojęty. Kluczowe dla mnie stały się jej fundamentalne cząstki binarne, czyli jeden i zero, oraz ich relacja z niepojętymi ideami czyli fizycznym przewodzeniem prądu i jego brakiem w jednym kanale transmisji. Uświadomiłem sobie, że za sprawą czasu brak sygnału staje się również informacją. Kiedy bawiłem się w pana i władcę takiej istoty, nieoczekiwanie przytrafiło mi się oświecenie. Z tamtego okresu pozostał cytat, którego przyznam się szczerze, długo nie rozumiałem. Zapisałem go natychmiast, ale z upływem czasu wciąż zanikał jego sens: "...i tak powstała binarność gdzie jeden nie może istnieć bez zera, ale razem muszą być, bo drugie z pierwszego wynika, czyni go idiotyzmem i tworzy człowieka, a swoim trwaniem zaprzecza (swego) nieistnienia...". Po latach rozwinąłem to trochę inaczej: Na wstępie jest świadoma potencja wszechmożliwości (jeden). Naturalną antytezą staje się określająca ją materia (zero) czyli brak tej potencji. Świadomość konsekwentnie emanuje z materii, a rozpadający się twór (człowiek) wyraża w czasie wolę trwania. Niestety z jego materialnego (fałszywego) punktu widzenia przeciwieństwem wszechświata wydaje się być nicość, będąca synonimem świata pozamaterialnego (jeden), którego nie może poznać za pomocą zmysłów (czyni go idiotyzmem). Z powodu tego nieporozumienia twór może pożądać bezistnienia. Taka dyspozycja daje mu możliwość równoległego określania i odkrywania swojej natury w wielości. Gdy określi się ostatecznie, a wyssana materia rozpłynie w potencji, pozostanie pierwotna świadoma wszechmożliwość.

Oświecenie

Nie da się rozumowo dojść do oświecenia, ale da się umysłem pojąć niedoskonałość logiki, co może spowodować automatyczne i bardzo krótkotrwałe wyłączenie rozumu. Tak krótkie, że z jego punktu widzenia niezaistniałe, ale wystarczająco długie by zapisać się w pamięci. W życiu systematycznie traciłem oparcie w czynnikach środowiskowych. Ostatecznie byłem w stanie budować swoją odrębność jedynie w oparciu o intelekt. Kiedy doszedłem do przekonania, że rozum działa wyłącznie w obrębie poznawalnego świata i poza nim staje się bezwartościową zabawką, odrzuciłem ostatni bastion mojej indywidualności. Definitywnie poddałem się wszechświatowi i dobrowolnie zgodziłem na śmierć intelektualną. Nigdy nie spodziewałem się, że w ten sposób poznam największą wartość istnienia. Oświecenie to doświadczenie nieobecności myślenia, w którym wszystko jest oczywiste. Zanika poczucie odrębności i czasu. Wszystko zdaje się być proste, ponieważ jest się emanacją wszystkiego. Kiedy stara się je wyobrazić z perspektywy przemijania, wydaje się być nudne. Jest to przeżycie z natury subiektywne i trudne do udowodnienia samemu sobie. Nie możliwe jest, aby je zracjonalizować. Głównym zauważalnym, choć niewytłumaczonym przez ludzi, wynikiem powyżej opisanego objawienia jest miłość, rozumiana jako poczucie bliskości w stosunku do wszystkich żywych istot. Jest to miłość absolutna, której skutkiem ubocznym staje się szacunek do otaczającej rzeczywistości. W połączeniu z ciałem człowieka można ją interpretować jako miłość rodzicielską, partnerską czy erotyczną. Dowodem takiego poglądu na świat jest uczucie szlachetnego szczęścia nazywanego niekiedy królestwem niebieskim, którego źródłem jest bliskość z absolutem. Z uwagi na swój gwałtowny charakter oświecenie zazwyczaj kształtuje w umyśle koncepcję różnych poziomów świadomości. Stan oświecenia można starać się osiągnąć w sposób celowy dzięki zaniechaniu wszelkiego pragnienia i wynikającego z niego strachu, oraz destrukcji swojej indywidualnej tożsamości. Ostatnim irytująco przewrotnym utrudnieniem może stać się pożądanie samego oświecenia. Oszustwo polega na założeniu, że jest to stan nietrwały.

2007: Powód istnienia

Dlaczego istnieje raczej Coś niż nic? Tak zazwyczaj formułowane jest pytanie, które zadawałem sobie od zawsze, chociaż nie zawsze wiedziałem jak ubrać to w słowa. Nadal wydaje się, że nie posiada ono odpowiedzi. Pytanie można zadać jedynie z punktu widzenia istnienia, więc nasuwa się prosta myśl, że jest błędem, gdyż próbuje wykroczyć poza istnienie. Zwolennicy logiki sprytnie odpowiadają, że nie ma podmiotu, który mógłby je zadać lub też nie ma tego pytania, ponieważ samo w sobie jest sprzecznością. Mędrcy postulują parmenidejską maksymę o tym, że byt jest, a niebytu nie ma. Ponieważ czas jest abstrakcyjny, nie istnieje zmienność, zatem to, co jest, nie mogłoby przeobrazić się w nic innego. Możemy stwierdzić, że nicości nie ma, że pojęcie to jest wewnętrznie niespójne, stwarza problemy przy posługiwaniu się językiem i nawet nie da się o nim pomyśleć. O wiele trudniej jest wywnioskować, że tak samo jak niebytu nie ma, tak też musi bezwarunkowo istnieć niezmienny byt. Zastanawiające jest najbardziej skąd bierze się nasza niepewność co do konieczności istnienia? Kiedy człowiek napotyka przestrzeń taką jak czas przed narodzinami lub po śmierci, obszar poza wszechświatem lub możliwość własnego nie bycia (co z jego punktu widzenia jest równoznaczne z nie istnieniem świata), zawsze podkłada w to miejsce ideę nicości. Wynika to z egzystencji zła opisywanego przeze mnie jako pożądanie bezistnienia. Poddanie w wątpliwość konieczności bytowania jest zdeterminowaną czasem, pośrednią próbą wyobrażenia sobie (poszukiwania lub uchwycenia) nicości. Nie zdajemy sobie sprawy z prostoty koniecznego trwania, ponieważ nie wiemy jak bardzo fałszywa idea nieistnienia jest niezbędna do funkcjonowania przestrzeni myślenia i postrzegania materii. Na najniższym poziomie wszystkie płaszczyzny poznania, takie jak matematyka, filozofia, teologia, biologia czy fizyka wraz z esencją podmiotu poznającego, posiadają wspólną substancję elementarną, która sama w sobie jest procesem i przedmiotem poznania. Pytanie o powód wszystkiego jest bezzasadne tylko poza rozumem. W momencie, w którym je formułujemy, jest jak najbardziej autentyczne, bo tylko dzięki tej sprzeczności możemy w cokolwiek wątpić. My jesteśmy tym pytaniem. Niepewność bytowania jest okupem, jaki płacimy za naszą wolną wolę. Możliwość wyboru między dobrem (prawdą), a fikcyjnym z jego punktu widzenia złem (fałszem), która daje nam sposobność odkrywania siebie poprzez dokonywanie wyborów w czasie i przestrzeni. W takim ujęciu błąd logiczny uchwycony w pytaniu urasta do rangi praprzyczyny wszelkiego zła. Niepewność jest fundamentem dualistycznej rzeczywistości materialnej. Aby wyzbyć się jej, należałoby wyeliminować fałsz (zło, nicość). To natomiast sprawiłoby, że czas oraz przestrzeń przestałyby być potrzebne do eksploatowania wolnej woli. Ostateczna akceptacja dobra byłaby więc bezczasową i bezprzestrzenną pewnością konieczności istnienia. Dlatego właśnie niemożliwa jest odpowiedź na pytanie, dlaczego istnieje raczej Coś niż nic i pozostaje nam przede wszystkim wiara w konieczność bytu oraz nieustanne poszukiwanie prawdy. Trudność polega na tym, aby nie ograniczać perspektywy uchwycenia nicości, tylko dojść do stanu, w którym taka ewentualność będzie niedorzeczna.

Definicja Boga

1. Wiara. Materialistyczna logika daje wrażenie pewności naszym decyzjom i wytycza nietrwały sens życia. Budowanie światopoglądu na jej polu widzenia jest więc sztuką ignorancji. Bardzo trudne jest uświadomienie sobie fałszu i zaakceptowanie niepewności konieczności istnienia. Niepojęte jest zainicjowanie tejże akceptacji przez byt konieczny. Przypomina to wywołanie przyczyny za pomocą skutku, mimo że odwrócenie kontinuum przyczynowości wydaje się niemożliwe. W tym paradoksie unaocznia się wielka tajemnica wiary. Jest to stosunek do rzeczywistości niezgodny z oceną rozumu, ale po odrzuceniu źle obranego kierunku staje się jedynym co pozostało prawdziwe. Należy być jednak ostrożnym przy tworzeniu materialnie pewnych poglądów opartych na wierze, ponieważ takie stanowisko może łatwo zamienić się w fanatyzm. Granica jest cienka i tylko pokora może ustrzec przed fałszywymi koncepcjami. 2. Bóg. Najważniejszą cechą wszechświata jest niepewność. Jest ona zauważalna na poziomie kwantowym, jak również wpisana w naturę ludzką. Bezwzględna pewność człowieka wyklucza jego wolną wolę. Istnieją dwie możliwości ustosunkowania się do tego faktu. Droga konfliktu ze światem polega na nieustannym utwierdzaniu się w przekonaniu, że można wyeliminować niepewność. Niestety jest niemożliwa do zrealizowania (fałszywa). Metaforycznie można nazwać ją kierowaniem się w stronę nicości lub walką z przeznaczeniem. Z jej przyczyny rodzi się postawa pychy, której efektem są złe czyny, sporna natura człowieka oraz strach przed nieuniknionym. Drugą możliwością jest droga zgody z absolutem, czyli akceptacja niepewności. Jest to również zgoda na niepewność i niedoskonałość w sobie samym, której towarzyszy fundamentalne poczucie spokoju. Możliwość jej realizacji oznacza zawartą w niej prawdę. Wynikiem tej postawy jest pokora - szlachetna cnota, której uczy wszechświat, kiedy się go poznaje. Tak powstaje absolutny wyznacznik moralności, oparty na zasadzie pychy i pokory. Autentyczność takiego światopoglądu daje poczucie szczęścia. Człowiek pokorny dostrzega, że pojęta przez niego prawda jest prawem natury możliwym do odkrycia przez każdy wolny umysł. Jest jedynym sposobem osiągnięcia powszechnego dobra. Wnika z niej uczucie bliskości do innych istot żywych, a szczególnie do tych, które ją rozumieją, a więc automatycznie odwzajemniają w zaufaniu. Zazwyczaj opisując Boga używamy atrybutów niezrozumiałych. Można jednak wywnioskować, że niepojęty przez nas Byt Konieczny, którego istnienia nie jesteśmy pewni rozumowo, determinuje w realnym świecie pokorę, wzbudzającą uczucie miłości w relacji z drugim człowiekiem. Jeśli możliwa jest sensowna definicja istoty niepojętej, to tylko następująca: Bóg jest Miłością wyznaczającą najwyższy punkt spostrzegania rzeczywistości jako jedność. Poniżej znajduje się graficzna ilustracja teorii.

byt konieczny     |               dobro, prawda    | miłość
potencja      <-1------------0->  wolność, pokora  |
duch              | czas          niepewność       | świadomość
                  | brak potencji   ↑ ↓            |
abstrakcja        | materia       pewność, pycha   | myśli
brak materii  <-0------------1->  zniewolenie      |
bezistnienie      |               fałsz, zło       | rozum

Religia

1. Teizm. W poszukiwaniu pierwotnej świadomości, potencji, nicości, absolutu, jedności, prawdy, konieczności istnienia, dobra i miłości dochodzi się do wniosku, że konsensusem wszystkich użytych wcześniej pojęć jest jedna istota. Mimo że terminy te są trudne do sprecyzowania, intuicyjnie czuje się ich wspólne źródło i wzajemne przenikanie. Tak właśnie rodzi się idea Boga w umyśle człowieka, przez Niego stworzonego. Jest to Bóg, który dowodzi swojego istnienia w akcie wiary w Jego istnienie. Prawda ta jest wyposażeniem każdego rozumu obdarzonego wolną wolą. Dalsze jej rozwinięcie można znaleźć prawdopodobnie we wszystkich religiach głoszących wiarę w jednego Boga. Z racji swojej wszechmocy Bóg może jawić się osobowo lub bezosobowo, a fizyczne i duchowe prawa Absolutu mogą być interpretowane jako Jego wola i nie powinno to być dla nas istotne do momentu, w którym chcielibyśmy wybrać język komunikacji. W niektórych przypadkach nauki religijne wywołują nieunikniony dysonans poprzez protekcjonalne podejście do swoich wyznawców. Czasami jakby z założenia kwestionują ich umiejętność komunikacji z esencją życia, dzięki której mogliby sami wyprowadzać już istniejące dogmaty. W swojej mądrości stoją na straży pokory uczniów, aby budowała się w nich niezależna wola do przebudzenia duchowego. 2. Zło. Każdy czyn nie posiadający transcendentnego sensu jest zachowaniem nieszlachetnym. Wynikiem takiego czynu może być jedynie szczęście zmysłowe lub intelektualne, ze swojej natury krótkotrwałe i skłaniające do powtórzenia. Utożsamienie czynu nieszlachetnego z celem egzystencji nadaje mu właściwość zła, innymi słowy jest to fałszywa identyfikacja. Każdy czyn wbrew prawu Miłości jest nacechowany złem, ponieważ jego inicjator błędnie próbuje dążyć do zaprzeczenia Bogu, czyli pośrednio konieczności swojego istnienia. Zło przyczynia się do podwyższenia w umyśle poziomu ignorancji względem Absolutu, a tym samym zwiększa swoją zdolność rozprzestrzeniania. Jest zaraźliwe, a w zbiorowości zdaje się być inteligentne. Mimo tego, że jest rodzajem nieporozumienia, fałszywym osądem lub błędnym utożsamieniem, strach przed nim ucieleśnia zło w byt realny na tyle, na ile realne może być nasze życie. Ścieżka żywota podyktowana pożądaniem bezistnienia może znaleźć swój ostateczny wyraz w samobójstwie. 3. Ateizm. Doktryna ateizmu materialistycznego przedstawia naturalne i zrozumiałe stanowisko. Możliwość dowodzenia opisywanej teorii wprowadzałaby do niej niekonsekwencję i ograniczała wolność człowieka. Pycha skutecznie zaślepia pokorę, a pokora uniemożliwia pychę, dlatego nie można kierować się nimi jednocześnie. Ateizm do teizmu ma się tak jak realizm do idealizmu. Jest natomiast bardzo podobny do fanatyzmu religijnego. Różnica polega na tym, że dla fanatyka zbyt realne stają się ideały. W obydwu przypadkach chodzi o uczucie pewności. Dla ludzi utwierdzających się w niej, pokora jest bezwolną służalczością, odrażającym upadkiem rozumu. Trudno jest im dostrzec wypływającą z niej godność ludzką, szacunek czy szczęście. Nie rozumieją wielkiej siły woli, jaka potrzebna jest do świadomego służenia innym. Wybierając drogę konfliktu stają się niewolnikami własnego punktu widzenia. 4. Szatan. Zło nie posiada swojego obiektywnego źródła. Istnieją jedynie jego aktywizatory w postaci rozumu, nicości i strachu. Dzięki nim każdy człowiek może mimowolnie tworzyć postać zła taką, jaka jest mu potrzebna. W nieświadomości prawdę może rozpoznać tylko po tym, że wyzwala go od strachu i eskaluje poczucie jedności.

2011: Natura Absolutu

Człowiek stwarzany jest na podobieństwo Boga, dlatego w swojej istocie może doszukiwać się prawdy o Stwórcy. Natura Boga jest w jakimś sensie podobna do ludzkiego umysłu, ale dualistyczny umysł i wszechświat posiadają błąd nicości, dzięki któremu może istnieć wiele umysłów. Nicość to Bóg widziany przez pryzmat czasu z perspektywy braku Boga. Jest to osąd rozumu o Nim, czyli o jedności, która dla rozumu nie ma racji bytu. Podstawowe dla wszystkiego jest sformułowanie wiedzy o sobie w jedną informację, która jest wszystkim i wszystko jest tą informacją. Tak wygląda naturalna aktywacja samoświadomości. Człowiek zawiera wiedzę o sobie w jednym pojęciu, które nazywa słowem ja. Dzięki temu może wyjść poza ja i czuć się różnym od wiedzy o sobie - świadomym siebie. Bóg może doświadczyć siebie dzięki swojemu stworzeniu, ponieważ ono Go nie dostrzega i czuje się różnym od Niego. W takim ujęciu życie jest wiecznym aktem samoświadomości Boga. Można powiedzieć, że jest słowem Bożym. Ostatecznie dąży do tego, aby żywe istoty uświadomiły sobie, że są Jego kopiami. Rozpoznały w sobie pierwotną potencję, która pomnożyła je z pustki (braku siebie). Nawet gdybyśmy wiedzieli, że obiektywnie nicości nie ma, i tak nie bylibyśmy zadowoleni, ponieważ tego typu założenie jest niczym w porównaniu ze stanem, w którym to jest prawdą. Wszyscy jesteśmy jedno, dlatego złudzenie naszego zróżnicowania powinniśmy traktować jako dar, a nie jako utrapienie. Droga do prawdy o życiu prowadzi w głąb siebie. Samoistne oświecenie lub zamierzone praktykowanie bezruchu i braku myśli pozwala na stopniowe przenoszenie punktu widzenia w kierunku pierwotnej tożsamości. Efekty obcowania ze źródłem świadomości można rozpoznać w umyśle na podstawie następujących wniosków. Kształty humanoidalne nie wydają się być domyślne w naturze. Za każdym razem widzimy i czujemy nową jakość tego samego otoczenia (zanik habituacji). Odczuwamy pokrewieństwo z żywą częścią rzeczywistości. Dostrzegamy mentalne ograniczenia i nie musimy im ulegać. Nie oceniamy obserwowanych zjawisk, bo ich geneza i przebieg są oczywiste. Nie czujemy się swoim ciałem, rozumem, myślą, ani uczuciem. Nie jesteśmy swoją przeszłością, wyobrażeniem swojej przyszłości, ani wiedzą o sobie. Nie jesteśmy tym, co posiadamy, ani tym, jak wyglądamy, ani nawet tym, co potrafimy. Jesteśmy obserwatorami rzeczywistości, w której nigdy nie było i nie będzie naszej esencji. Tylko ona jest niezmienna i tylko dla niej zawsze jest teraz. Oczywiste staje się, że można rozróżnić dwie nicości - empiryczną - nazywaną na wschodzie pustką lub na zachodzie Bogiem, będącą praprzyczyną wszelkiego istnienia, oraz nicość intelektualną wyrażającą strach umysłu, który nie ma prawa egzystować w nicości doświadczalnej, ale dopuszcza koncepcję swojego nie bytu i stwarza w ten sposób lęk przed śmiercią. Sam jest podmiotem przemijalnym, dlatego nie może pojąć wieczności.

Wolna wola

W moim rozumieniu wolna wola jest tworem niezwykle skomplikowanym, a jej doskonała forma nie występuje w fizycznej rzeczywistości. Składa się z dwóch zasadniczych poziomów. Pierwszy płytki poziom jest czysto materialnym wytworem świadomości opartym na egoizmie wyboru. Sprawia on wrażenie jakoby każda aktywność naszej osoby była naszą wyjątkową zasługą w biegu wydarzeń, niezależnie od swoich skutków. Nawet wtedy, kiedy podejmujemy decyzję w najwyższej mierze zdeterminowaną przez okoliczności, mechanizm pychy wyboru przekształca ją w nasz indywidualny i nieoceniony udział w kształtowaniu przeszłości, finalizowany uczuciem dumy albo rozgoryczenia (jeśli paradoksalnie poczujemy się zmuszeni do wyboru mniejszego zła). Zjawisko fałszywej wolności znajduje swoje groteskowe ukoronowanie w materialnej chorobie uzależnienia. Poniżej powierzchownego poziomu znajduje się progresywna wola, której zamierzona eksploatacja jest możliwa z rzadka, a wierzchnia warstwa skutecznie kamufluje jej ograniczenia. Wybieranie fałszywych wartości - zmierzanie w kierunku bezistnienia - krępuje jej potencjał. Poziom świadomości obniża się aż do momentu, w którym Absolut traci możliwość realizowania przez nią swoich praw, a zniewolony podmiot ostatecznie staje się ciałem martwym. Rozum oznaczający ogół aktywności ludzkiego mózgu nie może wywierać wpływu na ciąg przyczynowy czasoprzestrzeni, ponieważ sam składa się z cząstek elementarnych, których zachowanie jest zależne od tego ciągu, dlatego w otaczającym świecie nigdy nie odnajdziemy ośrodka wolnej woli. W większości przypadków jesteśmy tylko świadomymi obserwatorami wszechświata ograniczonymi przez percepcję chronologiczną, ale każdy z nas posiada w sobie boską cząstkę, która daje możliwość jego formowania. Punkty decyzyjne absolutu umożliwiające zmianę kontinuum przyczynowo-skutkowego nie występują często, a wolność wyboru jest dla nich autentyczna głównie, kiedy jest nakierowana na transcendentne dobro. Częstotliwość występowania tych punktów rośnie wraz z redukcją ograniczeń progresywnej woli. Prawdziwie wolne i świadome decyzje sprawcze wychodzą spoza materialnej rzeczywistości i wywołują w niej odpowiedni ciąg przyczynowy, do którego dostosowuje się ego wyboru. Charakterystyczną cechą tych decyzji jest fakt, iż manifestują się w wyobraźni oderwane od swojej antytezy. Nie możemy określić czy są udziałem naszym, czy czegoś ponad nami - czy ingerują w przyszłość czy ją spełniają. Przeważnie zjawisko to nazywane jest reprezentowaniem woli Bożej. Nie można do niego dojść za pomocą dedukcji intelektualnej. Potencja zaistnienia konkretnego wydarzenia powstaje w świadomości. Zdarzenie lokalne nie ma prawa ziścić się bez wcześniejszego wyobrażenia. Dzieje wszechświata są wypadkową wszystkich myśli stworzonych przez istoty obdarzone wolną wolą. Pomyślność losu człowieka zależna jest od sumy życzliwych intencji ku niemu skierowanych.

Sens życia

Wszystko wskazuje na to, że zasadniczym sensem życia człowieka jest tworzenie, rozumiane globalnie jako twórczy tryb życia. Podstawową cechą wszystkich istot wyrażających wolę trwania jest dążenie do doskonałości we wszystkich przejawach możliwej aktywności. Jako że dla teisty doskonałością samą w sobie jest Bóg, żeby dążyć, czyli upodabniać się do Stwórcy, trzeba również kreować. W tak rozumianym sensie egzystencji istotną cechą jest wtórne powstawanie efektu realnego w stosunku do jego pierwotnej idei, co eliminuje z procesu twórczego umysły starające się wytworzyć cokolwiek z cudzego produktu bez przyswojenia i przebudowania jego ideału. Cecha ta ma zastosowanie również w przypadku podnoszenia jakości duchowej sfery życia. Oczywiście powyższe stwierdzenia będą słuszne tylko wtedy, kiedy pokornie założymy, że jest coś od nas samych doskonalszego. Jeśli nie uznamy Bytu Koniecznego, będziemy dążyć do niczego i żyć bez sensu. Jak wiadomo o nicości filozoficznej nie sposób czegokolwiek powiedzieć. Można zatem wywnioskować, że ludzie kierujący się w jej stronę nie są mądrzy, przeważnie nie akceptują swojej przyszłości i pozostaje im tylko materialistyczna konsumpcja. Poza prawdziwym sensem życia, jakim jest tworzenie, wystarczy podążać za biegiem wydarzeń i przyjmować z godnością to, co nam przynosi los, natomiast w trudnych sytuacjach zawsze wybierać transcendentne dobro. Istotne jest, by człowiek odbierał wszystko to, co go spotyka, tak jakby chciał, aby to go spotkało. Tajemnica takiej postawy zawiera się w prostym spostrzeżeniu, ażeby posiadać dystans do samego siebie. Kto w takim stwierdzeniu ma mieć dystans i do kogo? Uzmysławia ono, iż w każdym z nas może być nas dwóch: obserwator oraz nasza intelektualna tożsamość, która korzystając ze świadomości obserwatora usiłuje przejąć nad nim kontrolę poprzez przekonywanie go, że jest tylko wyobrażeniem o sobie umiejscowionym w intelekcie. Posiadanie dystansu do siebie to rozdzielenie rozumu od świadomości - podpatrywanie jego permanentnego uciekania od wiecznego teraz spowodowanego strachem przed unicestwieniem. W intensywnej teraźniejszości rozum i tożsamość tracą nadrzędny punkt widzenia świadomości stając się wyłącznie jej instrumentami użytecznymi do nieustannego kreowania otaczającego świata. Indywidualne ja każdej istoty jest zawsze podmiotem domyślnym. Potrafi w akcie duchowym doświadczyć tego, że jest milczącą świadomością, ale nigdy nie może jej spostrzec, tak jak zauważa swoją osobowość egotyczną. Pragnienie zwrotu obserwacji jest podstępem ego, które próbuje odrodzić się w nowej mistycznej formie. Obserwacja jest zawsze jednostronna, gdyż we wszechświecie istnieje tylko jeden świadek.

Epilog

W tych kilku punktach zawiera się opis paradoksalnej rzeczywistości, którą Bóg tworzy z braku siebie. Musi się trochę wycofać, aby zostawić nam miejsce. Robi to jedynie z miłości do swojego stworzenia. Dobrowolnie decyduje się na świat, który Go nie widzi, ponieważ nie ma innej drogi, aby porzucić samotność i dzielić się miłowaniem w mnogości. Bóg nie pragnie niczego ponad to, abyśmy Go kochali i dostrzegali Jego kreację, a przede wszystkim Jego obecność. Muszę zaznaczyć, że powyższe zdania nie bez powodu pisane są w formie osobowej. Autentycznego współczucia, empatii i uwielbienia w stosunku do Boga może nas nauczyć najlepiej Jego osobowa, a dokładniej ludzka postać. Tylko w ten sposób możemy zerwać z wypaczonym wyobrażeniem pochodzącym z religii opartych na strachu, jak również z bezosobową wizją charakterystyczną dla systemów filozoficznych wyrażających wobec Niego duchową obojętność. Doświadczyć w wielości tego, że binarność jest iluzją.